Świąteczny zestaw, którego raczej nie usłyszysz w radiu

Czas czytania: ok. 5 min.

Byłbym hipokrytą, gdybym napisał, że z zasady nie lubię przedświątecznego okresu, w którym z każdego głośnika wylatują dzwonki i ograne do niemożliwości, zawsze te same piosenki. Elvis’ Christmas Album uważam za wielkie osiągnięcie muzyki rozrywkowej, a Santa Claus Is Back In Town za każdym przesłuchaniem sprawia mi tyle samo przyjemności. Dean Martin jest fantastyczny w Let It Snow! Let It Snow! Let It Snow!, swoje porządne hity mają Sinatra z Bennettem itd. Lista by się z tych nagrań zrobiła długa, jestem tego pewien. Oczywiście do tych dobrych rzeczy dolepiany jest również słabych rzeczy, ale nimi szkoda się zajmować.

Ten wpis powstał, bo dobre czy nie, świąteczne piosenki grane powszechnie od listopada do świąt Bożego Narodzenia są zawsze te same. RMF Classic być może w ogóle ma od kilku lat zapętloną playlistę i niespecjalnie wysila się, żeby po 12 miesiącach ją chociaż trochę przewietrzyć. Rozumiem, że komfortowo czujemy się w środowisku, które dobrze znamy, ale jak się robi duszno, to się otwiera okno, wystawia głowę i trochę dotlenia.

I to właśnie proponuję. Poniżej bardzo krótki, ale myślę, że treściwy, zbiór nagrań, które w mniej lub bardziej oczywisty sposób związane są ze świętami Bożego Narodzenia. Moim zdaniem warto sobie je włączyć, żeby chociaż na moment odpocząć od Last Christmas, Driving Home for Christmas czy całkiem fajnej, ale po prostu zakatowanej w ostatnich kilku latach piosenki Santa Baby.

Tak to wygląda…


Donald Byrd, Cristo Redentor 

Utwór pochodzi z wydanej w 1963 roku płyty A New Perspective, którą Donald Byrd spełnił swoją potrzebę nagrania czegoś „duchowego”, wynikającą z silnej w jego rodzinie religijnej tradycji. Na płycie znajduje się zestaw kilku pomyślanych na hymny utworów jazzowych. Jeden z nich doskonale pasuje do Bożego Narodzenia. Autorem Cristo Redentor jest Duke Pearson. Inspiracją dla kompozycji była jego wizyta w Rio de Janeiro w trakcie wspólnej trasy koncertowej z Nancy Wilson, podczas której zobaczył górę Corcovado z monumentalnym pomnikiem Chrystusa Odkupiciela na szczycie. Nigdy wcześniej nie czułem się tak blisko religii – miał później wyznać Pearson. W porównaniu ze standardami powszechnie kojarzonej świątecznie muzyki Cristo Redentor jest skrajnie inny. Ale kto powiedział, że ma być tylko o prezentach i powrotach do domu? Utwór Donalda Byrda powoli snuje się w powietrzu, jest przepełniony spokojem. Moment, w którym jego trąbka zaczyna uzupełniać chór jest jednym z najpiękniejszych, jakie słyszałem w jazzie.


Nina Simone, Sinnerman

Nie ona pierwsza zaśpiewała tę pieśń, ale pewnie zrobiła to najlepiej. Sinnerman w wykonaniu Niny Simone to nagranie kompletne. Można o nim mówić pod wieloma kątami – jest przebogate muzycznie, słychać tu echa tradycyjnych pieśni murzyńskich, zwłaszcza w prowadzonych fragmentami w zawrotnej prędkości rozpaczliwych „zawołaniach i odpowiedziach” (ang. call and response).

Ale skoro sięgam po Sinnerman przy takiej, a nie innej okazji, to na pierwszy plan muszą nam się wysunąć bożonarodzeniowe konotacje. Tekst pieśni opowiada o grzeszniku, który w dniu sądu ostatecznego miota się szukając schronienia. Biegnie do skały, ale skała krzyczy. Biegnie do rzeki, ale rzeka krwawi. Nie pomaga mu gotujące się morze. Biegnie więc do Boga: Ukryj mnie, nie widzisz, że się modlę? Ale Bóg odsyła go do diabła, który… cierpliwie czeka. Pieśń kończy się błagalnym, pełnym strachu pytaniem: Czy nie widzisz, że Cię potrzebuję? Boże, czekaj. Grzesznik nie dostaje jednak odpowiedzi. Wszystko to wyśpiewane, a wręcz wykrzyczane i wypłakane, głosem Niny Simone. Przejmująca muzyka…

Ktoś może sensownie zapytać, co to ma w ogóle wspólnego z narodzinami Jezusa. Ma sporo. Obchodzone co roku święta Bożego Narodzenia nie są przecież początkiem, a przypomnieniem wydarzenia, które już miało miejsce. Wyczytałem w ciekawym kazaniu dominikanina Pawła Krupy, że dla chrześcijan oznaczać to powinno wezwanie do bycia czujnym i do pamięci, że przecież zgodnie z religijnym przekonaniem Jezus prędzej lub później znowu pojawi się na świecie. A z tego punktu bardzo przecież blisko do sądu ostatecznego.


Sharon Jones, Ain’t No Chimneys in the Projects

Teraz coś w innym nastroju. Problem nie duchowy, lecz społeczno-świąteczno-materialny. Sharon Jones & The Dap Kings wydali w 2015 roku płytę It’s a Holiday Soul Party. Temat świąt potraktowali dość szeroko, bo z jednej strony sięgnęli po Silent Night¸ a z drugiej na otwarcie płyty dali 8 Days of Hannukah. Są też White Christmas Silver Bells – grudniowa klasyka. Słynny The Little Drummer Boy to w tym zestawie Funky Little Drummer Boy. Do swojego tekstu wybrałem coś chyba ciekawszego: Ain’t No Chimneys in the Projects. Tytułowe projects to budynki zamieszkałe przez rodziny będące w kiepskiej sytuacji materialnej. Przekładając to na polskie realia, mieszkania komunalne w nie najciekawszych dzielnicach. Skoro biedne dzieci nie mają u siebie kominów, to jak dostanie się do nich św. Mikołaj… Podane rozwiązanie jest banalne: umie wyczarować komin. No nie wiem, ja bym się nie nabrał, ale dziecku z piosenki to wystarcza, bo dopiero po latach orientuje się, że żadnych kominów nie było, a „magię” brała na siebie mama.

Na marginesie dodam tylko, że tego rodzaju stylizacji świątecznych jest pełno w zasadzie w każdym gatunku. Soul i funk są tego najlepszym przykładem. Oprócz Sharon Jones sprawdźcie sobie np. jeszcze Santa Claus Go Straight to the Ghetto. To piosenka Jamesa Browna, która doczekała się przecież nawet przełożenia na hip-hop przez Snoop Doggy Dogga (zdaje się, że wtedy obowiązywała ta jego ksywka). I to w wytwórni Death Row, która nijak mi się z jakimikolwiek świętami i prezentami nie kojarzy. Z innych dziwadeł – świąteczny album reggae (Natty Christmas) nagrał w 1978 roku Jacob Miller. Lubię go, ale ta akurat jego płyta jest niesłuchalna…


Tommy Butler, Listen To Me Jesus

Pomimo tytułu ta piosenka być może najmniej pasuje do naszego zestawu. To dlatego, że jej kontekst jest jednoznacznie oderwany od Bożego Narodzenia. Nagranie pochodzi z wydanej w 1978 roku płyty The „Selma” Album: A Musical Tribute To Dr. Martin Luther King, Jr. Wszystkie skargi i żale, które na niej słyszymy, związane są więc z losem czarnych w USA, a w tle mamy oczywiście wydarzenia z 1965 roku: krwawo spacyfikowany marsz z Selmy do Montgomery. Ale że Tommy Butler bardzo konkretnie zwraca się tu do Jezusa, to pomyślałem, że tło historyczne czy intencja modlitwy mają znaczenie drugorzędne i może niestandardowo (czy bardziej niż Sinnerman?) da się Listen To Me Jesus tutaj podpiąć. Sami oceńcie. Zresztą posłuchajcie, ile jest w tym emocji i jak doskonale to brzmi!


The Ramsey Lewis Trio, Here Comes Santa Claus

I na koniec wróćmy jeszcze do jazzu. Ramsey Lewis nagrał w 1961 roku album Sound of Christmas i zdecydował się zapełnić go świątecznymi oczywistościami. Znalazł jednak przyjemny kompromis pomiędzy tym, co non stop słyszymy w kilku ostatnich tygodniach roku a dobrym, trochę takim barowym jazzem. Nie ma co gadać, dobra jest ta płyta i tyle. Za dowód weźmy, że nawet wyeksploatowane przecież do granic Winter Wonderland brzmi świeżo, choć od premiery płyty minęło prawie 60 lat. Podobnie Here Comes Santa Claus.

***

Lista może krótka, ale mam nadzieję, że spełnia swoją rolę odświeżenia głów przez uszy na ostatniej, przedświątecznej prostej. Wszystkiego dobrego!

Words & Records uruchomiłem, żeby pisać o zbieraniu i słuchaniu płyt. Staram się sięgać po muzykę, o której mówi się dzisiaj mało albo wcale. I której słucha się zdecydowanie rzadziej, niż na to zasługuje. Skupiam się przede wszystkim na funku, soulu, jazzie, reggae i world music. Szukam albumów, które łączą w sobie różne gatunki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


CAPTCHA Image
Reload Image