Okładka #1. Adrian Younge podkradł kobiety Grekom

Czas czytania: ok. 4 min.

Oglądałem niedawno odcinek dostępnego na YouTube’ie cyklu Crate Diggers, w którym Adrian Younge oprowadza po swoim sklepie z płytami i opowiada różne ciekawe historie o swojej kolekcji i o podejściu do muzyki w ogóle. Wskazuje np. okres, który uważa za absolutnie najlepszy i który wywarł największy wpływ na jego twórczość – lata 1968-73. W tym czasie, zdaniem Younge’a, pojawiło się najwięcej pomysłowych płyt o brzmieniu łączącym przeróżne światy. Mówiąc to, w jednym szeregu stawia płyty James Browna z europejskimi soundtrackami ze spaghetti westernów i filmów nurtu blaxploitation.

W 2 minucie i 17 sekundzie materiału muzyk kończy rozpływać się nad jedną ze ścieżek dźwiękowych od Ennio Morricone. Na ekranie na chwilę pojawia się wtedy pół okładki z napisami w języku greckim i umieszczonym na jasnym tle zdjęciem dwóch nagich, widzianych z profilu kobiet, które klęczą naprzeciwko siebie. Dalej, równo w 3 minucie wideo, muzyk wskazuje ręką słynny soundtrack Pierre’a Bacheleta i Hervego Roya z erotyka Emmanuele, a tuż obok na niecałą sekundę znowu pojawia się ta sama grecka okładka.

Źródło: busebuse – ebay.it

Gdybym oglądał wideo w 2013 roku, czyli wtedy, kiedy trafiło na YouTube’a, nie zwróciłbym na ten w sumie mało znaczący szczegół uwagi, zwłaszcza że okładka jest rozmazana. Ale w 2018 roku skojarzyłem, że dwie w identyczny sposób wtulone w siebie kobiety – tyle że biała i czarna, a nie dwie białe – znam z okładki Something About April II, czyli wydanej przez Adriana Younge’a w 2016 roku w jego wytwórni Linear Labs kontynuacji świetnej, o 5 lat młodszej „jedynki” o tym samym tytule. Uznałem za niezły pomysł sprawdzenie, co to za grecki album go zainspirował.

Muzyka z greckiej sztuki

Dotarcie do tego wymagało zastosowania chałupniczej, ale, jakby nie patrzeć, detektywistycznej metody – proszę to docenić. Napisy na okładce były niewyraźne i to by jeszcze było ok, gdyby język nie był grecki. Do nazwiska wykonawcy i tytułu płyty, czyli: Γιώργος Χατζηνάσιος, Ένας Έλληνας Σήμερα, dotarłem robiąc zoom w przeglądarce i dopasowując litery do greckiego alfabetu na Wikipedii. Ciąg znaków odszyfrowałem przy pomocy tłumacza Google.

Autor wydanej w 1975 roku płyty nazywa się Giorgos Hatzinasios (George Hadjinassios) i jest znanym w Grecji pianistą i kompozytorem, który ma na koncie muzykę do kilkunastu filmów i mnóstwa sztuk teatralnych. Tytuł albumu brzmi A Greek Today. To soundtrack ze starej sztuki Dimitrisa Kollatosa, a na „gołym” froncie okładki przedstawiona jest jedna z jej scen. Znalazłem tę płytę wystawioną na włoskim ebay’u. Stąd dowiedziałem się, że greckie wydanie (chyba jedyne) to bogato ilustrowany gatefold – w środku jest masa zdjęć ze sztuki, na odwrocie znajduje się foto innej sceny i… angielskie napisy.

O samej sztuce wiem niewiele, natomiast muzyka myślę, że jest ciekawa i na pewno jej spora wartość kolekcjonerska nie wynika tylko z tego, że trudno tę płytę dostać. Wszystkie nagrania można przesłuchać na profilu old music Fans. Poniżej dla przykładu instrumentalny utwór nr 7 z niezłymi piszczałami, które na pewno przydałyby się jakiemuś g-funkowemu producentowi (a po wokal warto zerknąć do nr 4).

Skąd ten pomysł?

Może nie umiem tego znaleźć, ale ani w sieci, ani na okładce Something About April II nie trafiłem na jakąkolwiek informację o tym, że grecki album posłużył za graficzną inspirację do płyty Adriana Younge’a. A okazja, żeby się tym pochwalić na pewno była, choćby w wywiadzie udzielonym serwisowi AllHipHop.com, w którym padło takie pytanie: jaką wiadomość chciałeś przekazać tą okładką? Z odpowiedzi dowiadujemy się, że miała m.in. powodować skojarzenia ze stylem okładek z lat 60. i 70. – na zasadzie: czuję, że tak wyglądająca płyta mogłaby spokojnie „wyjść” właśnie wtedy. Poza tym obejmujące się kobiety o różnych kolorach skóry to – jakżeby inaczej – manifest. Zdaniem Adriana Younge’a w tamtych czasach wytwórnie często zabraniały czarnym artystom pojawiania się na okładkach, pokazywania się na nich obok białych lub płyty z czarną muzyką dla równowagi „ozdabiali” po prostu biali.

So when you have a naked black chick and a naked white chick that looks like a cover from the 60’s and 70’s, it’s making a political statement. It’s saying that we’re at the time now where this should be acceptable. That’s the main reason I wanted that (AllHipHop.com).

No nie wiem… Trochę to chyba naciągane. Zamiast oklepanego political statement o równości kolorów skóry wolałbym przeczytać, że ileś tam lat temu wygrzebał z jakiejś zakurzonej nory niezły folkowy album faceta z Grecji, a że na okładce były dwie gołe baby, to pomyślał, że on też tak chce. Zwłaszcza że te okładki są tak podobne, że o przypadku nie ma mowy. Automatycznie też ideologia wydaje się być dorobiona na siłę. Ale nie brnę w to, żeby nie okazać się niesprawiedliwym.

Z kronikarskiego obowiązku dopowiem, że Something About Aprill II można dostać w zwykłej wersji z wokalami i instrumentalnej, która ma inną okładkę. Na niej też umieszczone są te same dwie kobiety, tyle że w innej kompozycji. W ramach ciekawostki – jedna z nich (blondynka) to Logan Melissa, znana zresztą z okładki Something About April z 2011 roku. To dość znana kolekcjonerka płyt, które swego czasu udzieliła ciekawego wywiadu na potrzeby rewelacyjnego i głośnego swego czasu projektu Dust & Grooves prowadzonego przez Eliona Paza (rozmowa do przeczytania tutaj). Logan Melissa była też zaangażowana we współpracę z Wax Poetics i właśnie przez środowisko tego magazynu trafiła na Younge’a. Poza tym prowadzi poświęcony winylom popularny profil na Instagramie (@heightfiveseven) – parodiuje i imituje na nim przeróżne okładki.

***

No i tak to mniej więcej przedstawia się historia okładki płyty Adriana Younge’a. Skupiłem się na niej, więc niewiele miejsca poświęciłem samemu artyście i jego Something About April II. Aby to trochę nadrobić, niżej umieszczam jedną z piosenek znajdującą się na albumie i zachęcam, żeby go przynajmniej raz przesłuchać.

Words & Records uruchomiłem, żeby pisać o zbieraniu i słuchaniu płyt. Staram się sięgać po muzykę, o której mówi się dzisiaj mało albo wcale. I której słucha się zdecydowanie rzadziej, niż na to zasługuje. Skupiam się przede wszystkim na funku, soulu, jazzie, reggae i world music. Szukam albumów, które łączą w sobie różne gatunki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


CAPTCHA Image
Reload Image